3 dni

Czasem trzeba się odstresować więc pakujesz żonę, dzieci, teścia i lecisz do Hiszpanii na 3 dni pełne przygód. Tam okazuje się, że wcale się nie odstresujesz bo żona bo dzieci bo teściu bo przygody wreszcie. Z drugiej strony to inny rodzaj stresu, który pozwala zapomnieć na chwilę o codzienności, więc... polecam :)

Port Aventura

Najwyższe europejskie rollercoastery, prędkości do 135km/h, przeciążenia do 4.7G, spore kolejki (w sezonie warto rozważyć express pass) i cały dzień wariactw.

[gallery columns="2" link="file" ids="5494,5495,5496,5497,5498,5499"]

Ale najpierw poranna wyprawa po wynajęty samochód, który nam laweta odwiozła na miejsce gdzie dla odmiany można parkować. Nie polecam, bo to najdroższy parking w mieście (nie chcesz się osobiście dowiedzieć ile). Na szczęście strajkowało metro więc mogłem najpierw pół godziny biegać po centrum Barcelony szukając wolnej taksówki.

[gallery columns="2" link="file" ids="5501,5502"]

Ale najpierw pierwsze piwo na miejscu, kupione spod lady, bo w nocy alkoholu nie wolno sprzedawać. Na kwaterę dojechaliśmy grubo po północy. Włoch, który przekazał nam klucze nie wspomniał o tym, że parkowanie na ulicach tego miasta ma dość surowe zasady i że przed 7 rano musimy znaleźć inne miejsce bo nas zlawetują. Bardzo mu dziękujemy, naprawdę.

Ale najpierw odebrać wynajęte auto i dojechać do naszego noclegu z lotniska, które nazywa się zwodniczo Barcelona-Girona chociaż jest oddalone o prawie 100km.

Tak czy inaczej udało się być w Port Aventura w dość rozsądnej godzinie i skorzystać ze sporej części atrakcji. W sumie przeszliśmy tam spacerkiem 13 km. Cały dzień z przerażeniem patrzyliśmy na stumetrową wieżę, z której z piskiem zlatywali kolejni pomyleńcy. Pół godziny przed zamknięciem parku biegliśmy na ostatni przejazd drewnianą kolejką i nogi same nas zaprowadziły do bram wieży a potem już było tak:

[embed]https://youtu.be/gPOmdEtbpfw[/embed]

 

Barcelona pieszo i autobusami

Drugi dzień zaczęliśmy od spaceru do Sagrada Familia. potem jakiś jeszcze budynek Gaudiego, potem spacer do Park Guelle.

[gallery columns="2" link="file" ids="5504,5505,5506,5507,5508,5509,5510,5511"]

Następnie chcieliśmy wziąć taksówkę na Camp Nou ale się okazało że tym razem strajkują taksówkarze, więc spacer na przystanek i autobusami dojechaliśmy na stadion Barcy, gdzie część wycieczki zaliczyła obchód po wszystkich zakamarkach obiektu - szatnie piłkarzy, gniazdo komentatorskie, trybuny, murawa.

[gallery link="file" columns="2" ids="5529,5528,5527,5526,5512,5531"]

Potem był spacerek na plażę, obiado-kolacja i Magiczne Fontanny, które w ten dzień też strajkowały.

[gallery columns="2" link="file" ids="5513,5514,5515,5516,5517,5518,5519,5532"]

Hasłem tego dnia było "jeszcze kilometr" odpowiadane na każde pytanie dzieciaków ile jeszcze będziemy iść. Uzbierało się tych kilometrów 20 a nasze dzieciaki (o dziwo) naprawdę dały radę tyle przejść.

Calella dla uspokojenia

Trzeci i ostatni dzień naszego pobytu spędziliśmy na plaży w Calelli. Słonko nas poparzyło (dosłownie) więc wieczorem była wyprawa po Pantenol a następne parę dni trudności z zakładaniem ubrań, ale te kilka godzin nicnierobienia były nam chyba potrzebne.

[gallery columns="2" link="file" ids="5520,5521,5522,5523,5524,5525"]

Warto było?

Zdecydowanie. Barcelona to piękne miasto, Port Aventura to (nadal) genialne, wypełnione adrenaliną miejsce a Calella to super plaża z parkingiem oddalonym o 10 metrów. Poza sezonem (byliśmy z końcem maja) wszędzie jest nawet gdzie szpilkę wcisnąć, chociaż największe atrakcje warto rezerwować wcześniej online (np. Sagrada Familia, Park Guelle). Poza tym zdobyliśmy kilka ciekawych (i kosztownych) doświadczeń związanych z "tanimi" lotami, wynajmowaniem aut, otwieraniem drzwi do apartamentu i parkowaniem w Barcelonie. Jeszcze raz polecam! :)

PS. Fotka przy tym wpisie pokazuje nasze miny przed drugim zjazdem na Hurakan Condor. Nie były udawane :).

[fbcomments]

No comments yet